czwartek, 28 lutego 2013

No.1



- Co się z Tobą do cholery dzieje!?Słyszysz mnie?! Charlie odezwij się!
- Nie powinnaś była tu za mną przyłazić! Ostrzegałem Cię… Jeżeli Oni Cię tutaj zobaczą zapłacisz własnym życiem!
- Przecież powiedziałeś mi że…
- Błagam Cię idź już! To co Ci powiedziałem zachowaj tylko dla siebie. Zbyt wielu wie o tym kim jesteś…
Jakiś nieznajomy  oznajmia Ci że nie jesteś człowiekiem a wszyscy Ci których kochałaś po prostu zniknęli… I nagle wszyscy odwracają się od Ciebie. Nie masz już z kim pogadać. Nie masz już nikogo , a cisza w twoim ciele narasta zabijając wszystko co tkwiłaś w sobie. Wspomnienia uciekają… Nie wiesz kim jesteś. W końcu nie pozostaje Ci nic innego jak ucieczka.

                                                                            ●●●

Dźwięk budzika wybudził mnie ze snu.  Umyłam się i zeszłam na dół. ‘Dzień dobry’ powiedziałam ale i tak wiedziałam, że nikt mi nie odpowie… To dlatego, że w pewnym sensie mieszkam sama. Moi rodzice nie żyją od dziesięciu lat. Opiekuje się mną mój ‘starszy brat’, ale rzadko go widuję ze względu na jego pracę. W sumie wychowałam się sama. Zawsze robiłam to na co miałam ochotę, nikt mi nie mówił czego nie mogę, co jest dobre a co złe. Dlatego teraz jestem tym, kim jestem… Zerknęłam na zegarek, było już późno. Szybko się ubrałam i pośpiesznym krokiem wyszłam z domu. Wsiadłam do autobusu założyłam słuchawki i czekałam.
W końcu dojechałam.  Wychodząc z niezbyt nowego pojazdu obróciłam głowę i spojrzałam na całkiem spory budynek. Tak, od dzisiaj to moja nowa szkoła. Podgłosiłam muzykę na moim ipodzie, na korytarzu panował straszny hałas, może i nie było dużego ścisku ale i tak było nieprzyjemnie duszno.
Nawet nie wiem gdzie mam lekcje, która szafka jest moja i gdzie mam się udać…
Nagle poczułam szarpnięcie. Ktoś złapał mnie za nadgarstek. Słuchawki obsunęły mi się z uszu.
- Heej Ty!
Obróciłam się, przede mną stał chłopak , miał około metra osiemdziesiąt , jasne blond włosy i grzywkę opadającą mu na jedno oko, drugie było koloru złota, płonącego rozżarzonego złota.
-Czego?! – zapytałam niegrzecznie odrywając jego rękę od mojej.
- Kim jesteś?
- To ja się pytam, kim Ty do cholery jesteś, że zachodzisz mnie od tyłu? – chłopak podparł się jedną ręka o biodro, w drugiej trzymał jakieś papiery wymachując nimi przede mną.
- Ty jesteś Mana? – mrużąc oczy, spojrzał się głęboko w moje.
- Może. Czego ode mnie chcesz?
- Nazywam się Charlie Evans, jestem przewodniczącym rady uczniowskiej tej szkoły. Dyrektor kazał Ci się do mnie zgłosić od razu, nie pamiętasz?
- Coś wspominał – Charlie? Tak jakby znajome imię… - tak w ogóle to skąd wiedziałeś, że ja to ja?
- Nie wiedziałem. Po prostu chciałem Ci zwrócić uwagę, że w naszej szkole obowiązuje mundurek, a że go nie masz śmiałem stwierdzić , że to Ty jesteś ta nową uczennicą, która miała dołączyć  w nowym półroczu.
-… Dobraaa, stoję przed Tobą , więc po co miałam się do Ciebie zgłosić?
- Po to – pokazał mi stertę papierów.
- Aha – zrobiłam znudzona minę.
- Rozumiem, że wiesz o co chodzi. Niestety dyrektor nie mógł skontaktować się z Twoim opiekunem i tak zostało to odłożone do Twojego przyjazdu.
Popatrzyłam się na niego a potem na papiery, które trzymał w ręku z obojętnością. Odwróciłam wzrok po czym ruszyłam wolnym krokiem do przodu.
- EJ TY!- Chłopak podbiegł do mnie łapiąc mnie za ręce i wepchnął mnie do jakiejś Sali. – Co Ty robisz?!
- Jak to co, nie widzisz? Ignoruję Cię – odpowiedziałam mu zgodnie z prawdą.
- Słucham?!
- Nudny jesteś – obróciłam się w stronę drzwi, złapałam za klamkę, gdy ten cały Charlie pchnął drzwi abym nie mogła ich otworzyć – co Ty..
Poczułam jego wzrok przeszywający mą duszę. On stoi nade mną. Podniosłam głowę do góry aby móc zobaczyć jego twarz. Nagle ból przeszył moje ciało i upadłam. Słyszałam słowa, które cichły wraz z narastającym bólem…
●●●
Obudziłam się w bardzo jasnym pomieszczeniu, pachniało… świeżością? Chciałam wstać ale nie mogłam, ból pozostał. Co się stało do cholery? Nic nie pamiętam… Złapałam się za głowę, tak bardzo boli.
- Wszystko w porządku?- usłyszałam znajomy głos. Spojrzałam na siedzącego obok mnie chłopaka. Siedział wyprostowany , w rękach trzymał czarną kopertę.
- Kim jesteś – Rozejrzałam się po pomieszczeniu –gdzie ja jestem?
- Nazywam się Charlie Evans, jestem…
- Jesteś przewodniczącym samorządu uczniowskiego… mmm prawda? Czy my się już nie znamy? Jestem pewna, że Cie już spotkałam…
- Przykro mi ale niestety nie kojarzę Cię… Znalazłem Cię półprzytomną przed pokojem nauczycielskim i przeniosłem tutaj, do pielęgniarki szkolnej.
- Jestem w szkole? – co się ze mną dzieje, jestem pewna że znam tego chłopaka… szkoła? Mmm pamiętam jakiś duży budynek i autobus ale... jak ja się tu znalazłam?
- Tak. Czy coś się stało? Emm… Może to przez ten upał na zewnątrz.
- Tak pewnie nabawiłam się gorączki przez to słońce… - nie ufam, nie wierzę mu….
- W porządku, odpocznij tutaj a ja już sobie pójdę.
- Chwila! –złapałam go za rękaw, poczułam niesamowicie potworny ból, urghh! Szlag boli nadal – w sumie czuje się już lepiej, mogę iść z Tobą?
- Na pewno? Nie wyglądasz…
- Na pewno, tylko… Pomożesz mi wstać?
-….. – Charlie wziął mnie pod ramię i pomógł wywlec się z łóżka. Ledwo stałam ale starałam się tego nie pokazywać.
- W porządku, możesz mnie już puścić! – odepchnęłam chłopaka od siebie. – Nie wiesz gdzie jest moja torba?
- Masz ją na ramieniu…
- Okej… -spojrzałam na jego duże dłonie, w kościstych palcach trzymał kopertę. – Co to?
- Co?
- Ta koperta.  Cała czarna, wygląda jakby było w niej coś niedobrego Hahahah!- wrednie się zaśmiałam.
- Ta koperta leżała obok Ciebie, proszę – dał mi ją. Przerażona wzięłam ją – spokojnie nie otwierałem.
Dokładnie obejrzałam ją, zwyczajna czarna koperta. Powąchałam ją… Pachniała różami… Znajomymi kwiatami…
- Od kogo…? – popatrzyłam na Charlie’go.
- Nie wiem, jak mówiłem leżała obok Ciebie.
- Aha… Która godzina?
- Coś koło szóstej po południu.
- Słucham?
- Szósta..
- Wiem słyszałam! Co ja robię w szkole o tej godzinie? Lekcje dawno się skończyły, prawda? Czemu więc zostałeś tutaj ze mną?
- Ponieważ to ja Cie zaniosłem do pielęgniarki i to ja jestem odpowiedzialny za Ciebie i nie wiem czy Ci się to spodoba ale musze Cię odprowadzić do domu.
- Hę?
- Lepiej żebyś ponownie nie zemdlała…
- E? – co on… Zupełnie jak mój brat…! – Nie chcę, dam sobie radę.
- Nalegam.
- Nie dzięki! – rzuciłam mu jednoznaczne spojrzenie po czym ruszyłam w stronę wyjścia.
- Zaczekaj! – chłopak złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Poczułam jego brodę na moich włosach, potem delikatnie czubkiem nosa przejechał mi po policzku i wyszeptał;
- Nalegam jednak na wspólny spacer, o tej porze jest niebezpiecznie zwłaszcza latem.
- Dobra w porządku tylko puść mnie!- Charlie odsunął się ode mnie. Groźnie na niego spojrzałam , przerzuciłam torbę przez ramię i dałam znak że idziemy.
Nie powiem, słońce nieźle paliło nawet o tej godzinie. Zdecydowaliśmy się iść pieszo ale powoli zaczęłam żałować , że nie wsiedliśmy do autobusu, mimo że jest stary to miał w środku klimatyzację. Znowu poczułam to przymulenie. Ustałam.
- W porządku? Chyba nie czujesz się najlepiej, może wziąć Cie na plecy?
- Hę? Dam rade sama, to już niedaleko.
Chłopak nic nie powiedział, nie za pokojony spojrzał się na mnie.
Szliśmy dalej prostą drogą. Niesamowite gorąco słońca nie dawało mi spokoju. Skręciliśmy w parę uliczek. W dłoni trzymałam kopertę, idąc otworzyłam ją.
- Hm… biała? – zdziwiłam się, w kopercie była biała kartka, na której nic nie pisało.
- Słucham? O otworzyłaś kopertę, co tam pisze?
Zmartwiona popatrzyłam na niego.
- No właśnie nic nie pisze…
- Naprawdę?? Pokaz mi… - dałam chłopakowi kartkę – hmm rzeczywiście nic nie ma – oddał mi ją – może po prostu ktoś się pomylił?
- Może… - chciałam włożyć kartkę do koperty gdy coś zauważyłam, jest napis! ‘ Strzeż się go’. Przerażona upuściłam kartkę. Zobaczyłam jak głęboko wpatruje się we mnie Charlie . Boję się!
- Eee – podniosłam kartkę z ziemi chowają ją wraz z koperta do kieszonki od spodenek – mój dom jest zaraz za tym zakrętem, dzięki za odprowadzenie do zobaczenia jutro w szkole! – szybko ruszyłam przed siebie, obróciłam się tylko aby zobaczyć czy on za mną nie biegnie. Nie. Stał z rękami w kieszeniach i jednym okiem, lekko zmrużonym patrzył na mnie. Przyśpieszyłam.
W końcu znalazłam się przed domem, szybko do niego wbiegłam i zamknęłam na cztery spusty. Przerażona oparłam się o drzwi lekko się osuwając usiadłam przed nimi opierając się głową.
- hahah to przez ten upał, to przez ten upał…




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz